Julia Lizurek – „Panakeia” – Teatr Nowego

Julia Lizurek – „Przełomowa alternatywa”

(tytuł dotyczący zbioru tekstów na temat festiwalowych spektakli)

Na scenie panuje ciemność. Słychać głos małej dziewczynki (Ewa Chmielewska), która rozmawia z Panem Bogiem. Przeprasza za to, że wyrwała ważce skrzydła, że obwiązała kota drutem, że nazwała mamę „starą dziwką”. Przeprasza, ale też nie przeprasza, bo przecież ona chciała tylko spróbować, przekonać się, jak to jest. Z każdym kolejnym wyznaniem scenę rozświetla punktowe światło i oczom widzów ukazuje się dorosła dziewczyna w zwiewnej, kwiecistej sukience.

Wojna, która w prologu Panakei Teatru Nowego z Gryfina/Szczecina pojawia się w formie życzenia dziewczyny, sprowokowanego jej nienawiścią do ludzi, będzie powracać w kolejnych kontekstach. Przyjmuje ona formę zagłady człowieka jako jednostki myślącej, zagłady cywilizacji, końca świata. Bohaterami spektaklu są dziewczyna (ta sama, co w prologu) i chłopak (Dominik Smaruj). Relacja między nimi z początku jest niejasna: choć opowiadają o ich niedawnym pierwszym spotkaniu, zdają się być bardzo sobie bliscy. Czy to nadchodzący koniec świata tak bardzo zbliża ich do siebie? Wszystkie miejsca są w spektaklu opisywane, a historie opowiadane. Brak scenografii zmusza widza do wyobrażenia sobie przestrzeni. W pierwszej części spektaklu wspomnienia z dzieciństwa są utrzymane w tonie groteskowym (przyjmując Pierwszą Komunię Świętą, Ewa zostaje „komunistką”). Później narracja staje się poważniejsza. Dominik wspomina, na przykład, niewolniczą pracę w supermarkecie: „Ja w wieku 22 lat skazałem się na śmierć. Na śmierć poprzez… bezczynność, lenistwo i wieczne wątpliwości. Po prostu chciałem umrzeć”. Za taką deklaracją stoi pragnienie zmiany. Tylko czy bohaterowie podejmą jakiekolwiek konstruktywne działanie?

Panakeia toczy się na styku realności i fantazji. Pojawiają się czytelne aluzje do dzisiejszej rzeczywistości; przy czym o współczesnych lękach, niepokojach, katastroficznych prognozach twórcy opowiadają w czasie przeszłym. Dominik w imieniu rządu rosyjskiego ogłasza zrzucenie siedmiu milionów bomb atomowych. Ewa zaś opowiada o pierwszym spotkaniu z Dominikiem, kiedy wyglądając przez okno swojego biura, widziała toczącą się na ulicy bitwę. Obraz, który roztacza, można odnieść do fotografii współczesnych oblężonych miast (szczególnie silne są skojarzenia z Ukrainą). Gdy mówi o wydarzeniach w czasie teraźniejszym („Wychodzimy z zaułka na główną ulicę. Przed nami na szerokość dwóch pasów jezdni leżą zmaltretowane zwłoki bez głów, bez nóg, bez rąk”), przypomina to telewizyjną relację reportera: zimną i obojętną. Silny kontekst polityczny sprawia, że zagłada nuklearna nie wydaje się fantazją, ale realnym zagrożeniem.

Światło przygasa. Indywidualne historie bohaterów łączą się w ostatniej części spektaklu. Ewa i Dominik poszukują schronu, w którym mogą schować się przed wielkim wybuchem. Chodzą po scenie slalomem, po całej jej szerokości, jakby przemierzali długą trasę. Kiedy dochodzą do kulisy, zmieniają kierunek ruchu. To podróż w miejscu, bez określonego celu, który jednak cały czas bezskutecznie starają się ustalić.

Finałowa scena toczy się w schronie. Ewa i Dominik w musicalowym stylu wyśpiewują frazę „Na chuj ci dom, kup se schron!”, zachwalając kameralną przestrzeń o metrażu dziewięć na dziewięć na dwa, o fioletowych ścianach. Czy to rzeczywiście schron, który ma ich osłonić przed zagładą, czy opis rzeczywistej przestrzeni, w której przyszło nam żyć? Jest telewizor, radio, internet – dostęp do świata zapewniony. Jest nawet samochód, choć już zbyt drogo jest nim jeździć. Za chwilę schron zamieni się w statek kosmiczny, z którego będzie można zobaczyć Boga. Teraz tylko wystarczy się komuś tym dostatkiem pochwalić – tylko komu?

Choć Panakeia podejmuje bardzo wiele wątków i bezpośrednio nawiązuje do dzisiejszej sytuacji politycznej, jego tematem jest przede wszystkim młodzieńczy, bezsilny sprzeciw wobec niewidzialnego, przezroczystego systemu społecznego i politycznego, który skazuje ludzi na bierną egzystencję. Mimo licznych żartów i absurdalnych skojarzeń, przesłanie spektaklu jest gorzkie. Przychodzi bowiem moment, gdy śmiech okazuje się niewystarczający, by oswoić pusty, jak scena, świat.

Julia Lizurek


Źródło: http://www.didaskalia.pl/warsztaty4_lizurek1.htm

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *